Co jest na pierwszym miejscu, zgadniesz w sekundę. Zaskakuje drugie.
Najczęściej przychodzą do mnie ludzie z karkiem i plecami od pracy przy laptopie — i kobiety, i mężczyźni. Na drugim miejscu jest sport. A usługa, którą wybiera się u mnie najczęściej, nie ma w nazwie żadnej części ciała. Poniżej opisuję, kto do mnie przychodzi, po co przychodzi oprócz bólu i dlaczego nie musisz wybierać masażu z cennika, żeby dobrze trafić.
To nie statystyka, tylko pamięć
Uprzedzam od razu: niczego nie liczę. Nie prowadzę tabelki i nie mam procentów — piszę z pamięci, po czterech latach pracy w gabinecie. Kolejność jest z mojej praktyki, nie z badania.
Opisuję, z czym ludzie przychodzą do mnie — nie oceniam innych gabinetów.
Miejsce 1: kark i plecy od laptopa
Typowy obrazek: pociąg, laptop na kolanach, broda z każdą stacją bliżej ekranu. Ramiona podjeżdżają do uszu tak powoli, że nikt tego nie zauważa — najmniej właściciel ramion. Po dwóch godzinach kark jest jak ręka, która cały dzień niosła torbę z zakupami. Nic się nie stało, a jednak boli.
Trochę jak z wędką: trzymana pionowo waży tyle samo co trzymana poziomo, a jednak po kwadransie na wyciągniętej ręce chcesz ją odłożyć. Głowa pochylona nad ekranem jest tą wędką na wyciągniętej ręce, a trzymają ją kark i górna część pleców.
Jeśli myślisz, że Twój kark to „nic takiego” i nie wypada z nim przychodzić — to najczęstszy powód wizyt na moim stole.
I nie tylko na moim: w 2020 roku ból karku miało na świecie około 203 milionów ludzi, ponad pięć razy więcej, niż mieszka w Polsce (GBD 2021 Neck Pain Collaborators, Lancet Rheumatology 2024). Ból krzyża — 619 milionów (WHO, 2023). Z takim powodem jesteś w najliczniejszej grupie, nie na marginesie.
Przychodzą z tym i kobiety, i mężczyźni. Laptop nie wybiera.
Jeśli chcesz zająć się tylko karkiem i barkami, na krótszą wizytę jest masaż szyi i barków. Jeśli głównie plecami — masaż pleców.
Obok laptopa: auto
Kiedy myślę, przy jakim trybie życia napięcie wychodzi najczęściej, widzę dwa: laptop i auto. Typowy obrazek: korek rano, korek po południu, dłonie na kierownicy, rozmowa służbowa na głośniku. Samochód robi się drugim biurkiem, tyle że bez możliwości wstania po kawę.
Obie sytuacje mają jedną wspólną rzecz. Siedzisz, ręce masz przed sobą i długo się nie ruszasz. To potem czuję pod dłońmi.
Miejsce 2: sport
Drugie miejsce to sport — i to zwykle zaskakuje. Bardzo dużo panów, którzy do mnie przychodzą, ćwiczy i jeździ na rowerze. Do tego jest kilka osób, które biegają maratony.
Typowy obrazek: w sobotę długa trasa na rowerze, w niedzielę nogi jak z drewna i schody pokonywane bokiem, w poniedziałek od rana znowu przy biurku. Z siodełka prosto na krzesło, bez dnia przerwy pomiędzy.
Nie musisz być zawodowcem, żeby przyjść z nogami po weekendowym rowerze. Sport uprawiany dla siebie to wystarczający powód. W przeglądzie 99 badań masaż najlepiej z porównywanych metod zmniejszał odczuwaną bolesność mięśni i zmęczenie po wysiłku (Dupuy i wsp., Frontiers in Physiology 2018). O wynikach sportowych te badania nic nie mówią, więc i ja ich nie obiecuję.
Dla tej grupy jest masaż sportowy.
Pytanie, które często zadaję
„Czym się zajmujesz?” Pytam o zawód często — nie z ciekawości, tylko dlatego, że wtedy precyzyjniej dobiorę miejsce, które boli. Działa to jak pytanie mechanika, czy auto jeździ głównie po mieście, czy po trasie. Nie musi rozkręcać silnika, żeby wiedzieć, od czego zacząć.
Nie musisz więc umieć nazwać bólu fachowo. Wystarczy powiedzieć, jak wygląda Twój dzień. A odpowiedź i tak najczęściej prowadzi do karku i pleców.
Czego nie obiecuję
Zanim powiem, co wybiera się najczęściej, jedna uczciwa rzecz. Badania nad masażem przy karku i plecach nie są jednoznaczne.
Przy karku, w porównaniu z zabiegiem pozornym, różnica w bólu wychodzi raczej mała albo żadna. Tak wychodzi z tych 10 z 33 badań, które porównywały masaż z zabiegiem udawanym, a autorzy oceniają pewność tego wyniku jako niską (Gross i wsp., Cochrane 2024). Przy bólu krzyża masaż zmniejszał ból na krótko, ale pewność tych wyników autorzy 25 badań oceniają jako niską (Furlan i wsp., Cochrane 2015).
Jestem masażystką, nie fizjoterapeutką. Nie stawiam diagnoz i nie obiecuję naprawy. Mówię o tym, jak się czujesz, kiedy wstajesz ze stołu.
To dlaczego ludzie i tak najczęściej wybierają jeden konkretny masaż?
Masaż, który nie ma w nazwie części ciała
Z mojej pamięci najczęściej wybierany jest masaż autorski. Brak części ciała w nazwie to nie przypadek. Obszary, podział czasu i nacisk ustalamy przed pierwszym chwytem, a w trakcie zmieniasz je jednym słowem. W jednej sesji mieszczą się dwa obszary — na przykład kark i łydki po rowerze.
Typowy obrazek: 22:00, kanapa, długi cennik na telefonie. Kciuk w górę, kciuk w dół, znowu w górę. Każda nazwa brzmi rozsądnie, żadna nie brzmi jak „mój kark po tym tygodniu”. Rezerwacja ląduje na jutro, a potem na przyszły tydzień.
Cennik bywa jak menu w obcym języku. Tu nie musisz znać nazw dań — mówisz, co Ci doskwiera i jaki nacisk wolisz, a resztę dobieram ja. Trochę jak u krawca zamiast gotowca z wieszaka: najpierw pyta, gdzie uwiera, dopiero potem szyje.
Wystarczy zdanie w rodzaju: „Pracuję przy laptopie, dużo jeżdżę, w weekend rower”. Resztę układamy razem.
Inne masaże z oferty mają swój sens. Jeśli dokładnie wiesz, czego chcesz, wybierz je śmiało. Autorski jest dla tych, którzy wiedzą, z czym przychodzą, ale nie wiedzą, jak to się nazywa.
Kiedy zamiast na masaż idzie się do lekarza
Są sytuacje, w których nie zaczynasz od masażu, tylko od lekarza:
- ból jest nowy, silny i nie wiesz, skąd się wziął,
- promieniuje do ręki albo nogi, z drętwieniem lub osłabieniem,
- pojawił się po upadku, wypadku albo urazie,
- towarzyszy mu gorączka albo nie mija w spoczynku i w nocy,
- przy bólu karku kręci Ci się w głowie albo gorzej widzisz.
Tego nie rozstrzygam ja. Najpierw lekarz, potem ewentualnie mój stół.
Powód, którego nikt nie wpisuje w rezerwację
Nie umiem powiedzieć, jak przez cztery lata zmienili się ludzie, którzy do mnie przychodzą. Szczerze — sama nie wiem.
Wiem za to jedno: podczas masażu ludzie bardzo się otwierają w rozmowie. Nie chodzi tylko o pomoc w bólu, chodzi też o czas dla siebie. Typowy obrazek: pierwsze minuty cisza, ramiona jeszcze napięte jak po całym dniu przy biurku. Potem pytanie o pracę. Ramiona opadają, oddech zwalnia — a po chwili rozmowa schodzi na urlop. Badania też widzą tę stronę: pojedyncza sesja obniża chwilowy niepokój, tętno i ciśnienie (Moyer i wsp., Psychological Bulletin 2004).
Nikt nie wpisuje w rezerwację „potrzebuję godziny dla siebie”. Wpisuje się kark, plecy, nogi po rowerze. A potem okazuje się, że po tę godzinę też się przyszło.
Przychodzisz z karkiem. Wychodzisz z godziną, której nikt Ci nie zabrał.
Moja propozycja
Jeśli rozpoznajesz się w miejscu pierwszym albo drugim, nie wybieraj z listy. Napisz przy rezerwacji jedno zdanie o tym, z czym przychodzisz, i umów masaż autorski. Plan ułożymy razem, zanim zacznę.
Ten tekst nie zastępuje porady lekarskiej. Prowadzę gabinet masażu — o przyczynach bólu decyduje lekarz. Kolejność powodów wizyt to moja obserwacja z pamięci, nie badanie.






