Masz jutro masaż, a w telefonie cztery otwarte karty i w każdej inną listę rzeczy do zrobienia przed wyjściem? Przed wizytą zależą od Ciebie tylko dwie rzeczy. Resztę mam już przygotowaną w gabinecie albo ustalimy ją w rozmowie na wejściu.
Przychodzisz tak, jak stoisz: prosto z pracy, w makijażu, z kolczykami w uszach. Pod każdym pytaniem odpowiedź stoi w pierwszym zdaniu, więc przeskocz od razu do swojego.
Spóźnię się. Co wtedy?
Napisz albo zadzwoń, że jesteś w drodze (telefon i dane kontaktowe). Wiadomość z drogi jest pierwszą z dwóch rzeczy, które przed wizytą należą do Ciebie. Drugą jest kwadrans zapasu po masażu, o nim piszę na końcu.
Korek stoi, na zegarku 17:22, a nawigacja od pięciu minut uparcie pokazuje przyjazd na 17:38. W głowie kręci się jedna myśl: przepadnie kawał masażu, za który płacisz.
Od kiedy liczy się Twoja godzina? U mnie zegar rusza, gdy moje dłonie dotykają Twoich pleców. Rozmowa na wejściu i ubieranie się są poza czasem masażu. Działa jak stoper na bieżni: biegacz włącza go na linii startu, a nie w szatni.
Zdanie „spóźnienie skróci masaż” jeszcze nikogo nie przyspieszyło w korku. Jedna wiadomość robi więcej. Piszesz: „Będę dziesięć minut później”, chowasz telefon do kieszeni, a ramiona opadają o centymetr. Przeprosiny możesz zostawić w korku.
A jeśli nie dojedziesz wcale, napisz albo zadzwoń, najlepiej z wyprzedzeniem. Termin przesuniemy bez problemu i nikt nie będzie Ci robił wyrzutów.
Prysznic w domu czy u mnie?
Nie musisz brać prysznica w domu. Duży prysznic czeka na miejscu, przed masażem i po nim, a ręcznik i klapki dostajesz ode mnie.

Cały dzień na nogach, potem godzina w dusznym autobusie, i głupio Ci kłaść się na leżance bez odświeżenia?
Gabinet ma własną łazienkę z dużym prysznicem, toaletą i szafką na Twoje rzeczy. Na czas wizyty łazienka należy tylko do Ciebie. Pracuję sama, jeden masaż naraz, w zamkniętym lokalu, więc nikt nie wejdzie w trakcie i nikt nie czeka za ścianą.
Wolisz umyć się w domu? Też dobrze. Kiedy goni Cię zegar, spokojnie możesz domowy prysznic sobie darować.
Makijaż: zmyć czy zostawić?
Przy masażu relaksacyjnym nie musisz zmywać makijażu na zapas. Jeśli przychodzisz w makijażu i chcesz go zachować na wieczór, powiedz mi w rozmowie przed masażem. Rozmowa należy do wizyty i nie wchodzi do wykupionych minut, więc jedno zdanie nic Cię nie kosztuje.
Winda w biurowcu jedzie na czwarte piętro, a Ty zerkasz w lustro na tusz i liczysz, czy zdążysz go zmyć. Nie musisz liczyć. Lustro może zostać w windzie.
Wyjątek jest jeden: masaż twarzy, na przykład kobido. Wtedy o makijaż, soczewki i przedłużane rzęsy zapytaj przy umawianiu. Po masażu twarzy nie planuj na wieczór makijażu na wyjście, bo włosy przy czole będą natłuszczone. Przy czole też pracuję.
Biżuteria: zdjąć wszystko?
Nie wszystko. Zdejmij przede wszystkim łańcuszek i kolczyki, które łatwo odpiąć.

Powód widać z leżanki. Dłoń prowadzi długi, spokojny ruch po karku i barkach i nagle zahacza o łańcuszek, jak grzebień o kołtun. Rytm się rwie, a łańcuszek przesuwa się i plącze.
Gdzie zostawić biżuterię, żeby nic nie zginęło? W szafce w łazience, razem z ubraniem. Łazienka na czas wizyty jest tylko Twoja, więc kolczyki nie lądują w kieszeni ani na parapecie.
Obrączka noszona od lat albo kolczyk, który się nie odkręca? Powiedz o nich w rozmowie na wejściu.
Co zabrać, a czego nie
Nie musisz nic ze sobą brać. Na miejscu czekają:
- duży prysznic przed masażem i po nim, z ręcznikiem i klapkami,
- jednorazowa bielizna,
- szafka na ubranie i biżuterię w łazience, która na czas wizyty jest tylko Twoja.
Wieczór przed wizytą pakujesz torbę jak na wyjazd: ręcznik z klapkami, żel, zapasowa bielizna. Następnego dnia torba ciąży na ramieniu przez cały korek, a potem wraca do domu zamknięta, bo w gabinecie wszystko leżało już przygotowane. Spakuj się jak do kina.
Na przebranie masz tyle czasu, ile trzeba: wychodzę z gabinetu, a przebierasz się w spokoju. Leżysz pod kocem, a odsłaniam tylko miejsce, nad którym pracuję. Dojazd znajdziesz w zakładce kontakt i dojazd, a parking ogólnodostępny jest pod budynkiem, bez opłat.
Po masażu, czyli przygotowanie, o którym mało kto mówi
Poradniki każą przyjść kilka minut wcześniej. Ja proszę o kwadrans po. Do zarezerwowanego czasu masażu dolicz jakieś piętnaście minut na rozmowę, przebranie się i spokojne wyjście, a zaraz po wizycie nie wpisuj do kalendarza następnej rzeczy.
Wstajesz z leżanki z ciężkimi, ciepłymi ramionami i włosami spłaszczonymi od leżenia, a wieczorem czeka jeszcze kolacja? Kwadrans zapasu pozwala ubrać się bez pośpiechu, wziąć u mnie prysznic, jeśli chcesz, i wyjść bez biegu.
Kiedy zamiast na masaż idziesz do lekarza
Korek, makijaż ani dzień bez prysznica nie są powodem, żeby odwołać wizytę. Są za to sytuacje, w których termin przesuwam ja, a Ty najpierw idziesz do lekarza:
- gorączka albo świeża infekcja, nawet jeśli plecy bardzo proszą o masaż,
- jedna łydka nagle opuchnięta, ciepła albo zaczerwieniona — z tym jedziesz do lekarza tego samego dnia, nie na leżankę,
- świeży uraz albo nowa zmiana na skórze, której nie znasz.
Nie jestem lekarką ani fizjoterapeutką, tylko masażystką, więc nie rozpoznaję chorób. Jeśli nie wiesz, czy coś z listy dotyczy Ciebie, napisz przed wizytą. Termin przesuniemy bez problemu.
Dwa zadania są Twoje
Przed wizytą naprawdę zależą od Ciebie dwie rzeczy: kwadrans luzu w kalendarzu po masażu i wiadomość, jeśli stoisz w korku. Resztę mam tutaj: prysznic z ręcznikiem i klapkami, szafkę na rzeczy i zegar, który rusza dopiero z masażem.
Przychodzisz odpocząć, a nie zdawać egzamin z przygotowań. Umów masaż relaksacyjny na dzień, w którym po wizycie zostaje Ci kwadrans luzu.
Ten tekst nie zastępuje porady lekarskiej ani diagnozy. Prowadzę gabinet masażu — o przyczynach objawów decyduje lekarz.






