Mówisz, że to zakwasy po sobotnim biegu. Tylko że spuchła jedna łydka, nie obie.

Nie umawiaj masażu. Umów lekarza.

Reszta tekstu jest spokojniejsza. Zwykle nie ma czego odwoływać, a lista wyjątków to trzy sytuacje i sześć punktów o lekach. Rzecz w tym, że stoisz wieczorem z telefonem, masz jutro termin u mnie w Poznaniu i nie wiesz, po której stronie listy jesteś.

Nie musisz tego rozstrzygać w pojedynkę. Odpowiedzi są trzy: przyjdź spokojnie, przyjdź, ale popracujemy inaczej, nie dziś. Niżej masz każdą z powodem, czerwone flagi i trzy kroki, gdy wizyta odpada. Wystarczy jedna wiadomość przed wizytą.

Najpierw ulga: ryzyko jest małe

NCCIH, ośrodek badawczy amerykańskich NIH, podsumował to w 2019 roku: ryzyko szkodliwych skutków masażu wydaje się niskie. Poważne powikłania, czyli zakrzep, uszkodzenie nerwu i złamanie, opisywano rzadko. Część zdarzała się po mocnym masażu tkanek głębokich, część u osób starszych, u których łatwiej o uraz.

Przegląd systematyczny z 2014 roku zebrał publikacje z lat 2003–2013: czterdzieści opisów, w sumie 138 zdarzeń niepożądanych z całego świata przez dekadę. To zbiór opisanych przypadków, nie licznik. Częstości z niego nie policzysz — sami autorzy piszą, że jest „prawdopodobnie niska”.

Najcięższe powikłania wiązały się z manipulacjami kręgosłupa. Ja ich nie robię: masaż sportowy u mnie to praca z mięśniem i powięzią, bez nastawiania kręgów.

Małe ryzyko to jednak nie zerowe.

„Nie dziś” — kiedy odwołuję wizytę

Powód jest za każdym razem ten sam: albo nikt jeszcze nie wie, co masujemy, albo masaż pracuje przeciwko Tobie.

Gorączka, infekcja, zmiany na skórze

Najczęstszy przypadek ma najprostszą odpowiedź. Odwołaj przy gorączce, anginie, grypie, infekcji jelitowej i przy stanie „coś mnie bierze”. Masaż jest bodźcem dla całego ciała, a ciało ma akurat inne zajęcie. Sam katar, bez gorączki i rozbicia, wizyty zwykle nie przekreśla.

Nie pracuję też po chorej skórze: zmiany ropne, półpasiec, rozległa grzybica, otwarta rana, świeży tatuaż, oparzenie słoneczne, które boli przy dotyku. Chodzi o roznoszenie zakażenia i ucisk na podrażnione miejsce. To moja ostrożność, nie cytat z badań.

NCCIH dorzuca zdanie, które powtarzam: masażem nie odkłada się wizyty u lekarza. Godzina ulgi potrafi uśpić czujność na dwa tygodnie.

Świeży uraz

„Strzeliło” w tylnej części uda. Obrzęk urósł w godzinę. Nie możesz obciążyć nogi albo ruch blokuje się w połowie drogi.

Wtedy nie wchodzę w to miejsce dociskiem. Naciągnięte więzadło, naderwane włókno i pęknięta kość wyglądają w pierwszych dniach podobnie. Różnicę pokaże badanie u lekarza albo fizjoterapeuty — ja tego nie rozstrzygam. Czym różni się praca masażystki, fizjoterapeuty i lekarza, rozpisałam osobno.

Po ocenie prawie zawsze jest co robić: pracuję obok urazu, na tym, co się przeciąża, bo od tygodnia chodzisz inaczej. „Nie dziś” znaczy tu naprawdę „nie dziś”, a nie „nigdy”.

Jedna łydka grubsza, cieplejsza, bolesna

Ta pozycja otwierała tekst, bo bywa mylona ze zwykłym przeciążeniem po treningu.

American Family Physician opisał w 2012 roku klasyczny obraz zakrzepicy żył głębokich: jedna noga spuchnięta, bolesna, cieplejsza, zaczerwieniona. I od razu zastrzegł, że żaden z tych objawów osobno niczego nie przesądza. Bywa przy zakrzepicy i bywa bez niej. Rozstrzyga badanie lekarskie i USG, nie dotyk.

Dlaczego nie ryzykuję, skoro zakrzepy zdarzają się rzadko? Bo za tę pomyłkę nie płaci się siniakiem.

W opisie przypadku z „BMC Pregnancy and Childbirth” kobieta w 25. tygodniu ciąży poszła na masaż tajski. Masażysta zaczął od nóg. Pięć do dziesięciu minut później, czyli na samej rozgrzewce, zabrakło jej tchu, straciła przytomność i zatrzymało się krążenie.

Skrzeplina zatkała tętnicę płucną, a USG pokazało zakrzepy w żyłach głębokich obu nóg. Autorzy piszą wprost: masaż nogi przy nierozpoznanej zakrzepicy może oderwać skrzeplinę i powinien być przeciwwskazany.

„Tak, ale inaczej” — leki i choroby, o których muszę wiedzieć

Tu kończą się odwołania, a zaczyna zmiana planu. Nie zakazuję, tylko pracuję inaczej:

  • leki przeciwkrzepliwe i zaburzenia krzepnięcia — schodzę z dociskiem, bo łatwiej o krwiaki,
  • osteoporoza i starszy wiek — schodzę z siłą, choć to moja ostrożność: NCCIH wymienia złamanie wśród rzadkich powikłań, ale o osteoporozie nie mówi nic,
  • choroba nowotworowa w trakcie lub po leczeniu — NCCIH mówi wprost: zmiana technik i mniejszy docisk w miejscach wrażliwych po terapii,
  • operacja w ostatnim roku, wszczepione porty, implanty — omijam okolicę i pytam o zgodę lekarza,
  • ciąża — pracuję ostrożnie i nie ugniatam łydek ani ud,
  • niekontrolowane nadciśnienie, zaawansowana niewydolność serca, żylaki — zmieniam ułożenie, techniki i długość wizyty.

Poza dwoma punktami z NCCIH ta lista to moja ostrożność, nie cytat z badań. Jak taka wizyta wygląda od środka, opisałam w przewodniku po masażu sportowym.

Odpowiedź brzmi tu zwykle „tak, ale inaczej”, czasem „tak, kiedy zapytasz lekarza”. Prawie nigdy „nie kwalifikujesz się”. Drogę zamyka dopiero przemilczenie.

„Przyjdź spokojnie” — najczęstsza odpowiedź

Zostaje największa grupa: nic z tego Cię nie dotyczy, a mięśnie nie nadążają za planem. Warto wiedzieć, po co się przychodzi. Akurat to jest policzone.

Metaanaliza z „Frontiers in Physiology” z 2017 roku zebrała 11 badań z randomizacją i 504 uczestników. Masaż zmniejszał bolesność mięśni po ciężkim wysiłku, najsilniej około 48 godzin po treningu — czyli w poniedziałek po sobotnim biegu. Poprawiał też siłę mierzoną bez ruchu i obniżał we krwi kinazę kreatynową, czyli marker uszkodzenia mięśni.

Tyle. Cała obietnica masażu sportowego to nie cud. To łagodniejsze dwa dni i ten moment, kiedy schodzisz z leżanki, a nogi znowu są Twoje. Po to się przychodzi: po regenerację po ciężkim treningu, a wokół startu po inaczej ustawiony masaż przed zawodami i po nich.

Czego nie zrobię: nie stawiam rozpoznania, nie oceniam zdjęć ani badań, nie prowadzę rehabilitacji i nie wydaję zgody na start w zawodach. Nie jestem fizjoterapeutką ani lekarką — jestem dyplomowaną masażystką i pracuję z napięciem mięśni oraz powięzi. Jeśli to, co opisujesz, wygląda na sprawę dla lekarza, powiem Ci to przed wizytą, a nie po trzeciej opłaconej serii.

Czerwone flagi — z tym do lekarza, nie do mnie

To nie jest lista diagnostyczna. Łydka i klatka piersiowa wracają tu z badań wyżej. Reszta to sytuacje, przy których wolę, żeby najpierw obejrzał Cię lekarz.

Dzwoń na 112, nie umawiaj masażu:

  • ból w klatce piersiowej, duszność, kołatanie serca albo zasłabnięcie.

Lekarz jeszcze dziś:

  • jedna łydka nagle grubsza, cieplejsza, bolesna także w spoczynku,
  • gorączka razem z bólem i obrzękiem jednego stawu,
  • ciemny mocz i bardzo silna bolesność mięśni po ekstremalnym wysiłku.

Lekarz w najbliższych dniach:

  • ból łydki przy chodzeniu, ustępujący, gdy się zatrzymasz,
  • drętwienie, mrowienie, stopa zahaczająca o podłogę albo słabnąca ręka,
  • ból, który budzi Cię w nocy i nie mija przy zmianie pozycji.

Jak odwołać albo przełożyć: trzy kroki, zero kosztów

Obiecałam na starcie, że nie musisz tego rozstrzygać w pojedynkę. To cała procedura.

1. Nie zgaduj. Widzisz u siebie coś z tego tekstu: gorączkę, spuchniętą łydkę, wczorajszy uraz. Albo masz samą wątpliwość. To wystarczy, żeby napisać.

2. Napisz dwa zdania. Co się dzieje i od kiedy. Dorzuć, jeśli jeszcze nie wiem: leki, przewlekłe choroby, operacje z ostatniego roku, urazy, ciążę. To nie wywiad medyczny — tyle wystarczy, żebym dobrała docisk i ułożenie.

3. Odpowiadam szczerze: zapraszam albo odsyłam do lekarza. Jeśli wychodzi „nie dziś”, przekładam termin i nie liczę za to ani złotówki. Wolę stracić jedną wizytę, niż zrobić masaż, którego nie należało robić.

Działa też rano w dniu wizyty — gorączka nie umawia się tydzień wcześniej.

Napisz do mnie przed wizytą. Dwa zdania wystarczą.

Ten masaż zaczyna się w wiadomości, nie na leżance.


Ten tekst nie zastępuje porady lekarskiej ani diagnozy. Prowadzę gabinet masażu — o rozpoznaniu, lekach i badaniach decyduje lekarz.