Piątek, 14:00. Do biura Rafała przychodzi masażysta z krzesłem — firmowy benefit, dwadzieścia minut na osobę. Zespół ustawia się w kolejce pod salą konferencyjną, a Rafałowi dokładnie wtedy dzwoni telefon. Pilny. Co tydzień o tej samej porze. Koledzy zgadują, że to klient z Singapuru. Najbardziej zapracowany człowiek w firmie — przez dwadzieścia minut w tygodniu.
Rafał cofa ramię, kiedy fryzjerka poprawia mu kołnierzyk. Ciocię na weselu przytula jak szafę: ręce przy tułowiu, czeka, aż się skończy. W piątki stoi na klatce z telefonem przy uchu i nikim po drugiej stronie. Kiedyś ktoś zapyta wprost, czemu jako jedyny nie idzie. Rafał albo coś zmyśli, albo powie prawdę. Obie odpowiedzi skończą się tak samo — przekonaniem, że coś z nim nie tak.
Jestem masażystką i często dostaję wiadomości, które zaczynają się od „nie lubię dotyku”. Jedno mnie w nich długo dziwiło: ludzie, którzy tak piszą, prawie nigdy nie mają na myśli dotyku. Rafał też myślał, że chodzi o dotyk.
W skrócie. Jest źle, bo znowu szukasz wymówki, a Ty masz poczucie, że coś jest z Tobą nie tak, skoro innych masaż odpręża. Może być dobrze — tylko jak, skoro na samą myśl o obcych dłoniach sztywnieją Ci barki? Z rozmów przed masażem wiem, że „nie lubię dotyku” ma co najmniej cztery odmiany. Trzy z nich to sprawa dla mnie. Przy czwartej powiem Ci: nie umawiaj się do mnie. Ale najpierw to, co się dzieje, kiedy nic z tym nie zrobisz.
Nie lubię dotyku, a wszyscy chwalą masaż
Jest źle już teraz. Koleżanka wraca z masażu i mówi, że „odpłynęła”. Szwagier poleca „swoją panią” i dyktuje numer, zanim zdążysz powiedzieć „dzięki, nie”. A Ty wiesz, że ta godzina zeszłaby Ci na liczeniu sekund.
A jeśli Ciebie masaż odpręża, prawie na pewno znasz kogoś takiego. To ten, kto klepnięty na powitanie po plecach robi pół kroku w tył.
A jeśli to Ty, będzie gorzej, bo prędzej czy później przyjdzie pomysł: „przełamię się”. Idziesz, zaciskasz zęby, wytrzymujesz sześćdziesiąt minut. Wychodzisz z dowodem, że to nie dla Ciebie, i już nie wracasz. A w najgorszej wersji na sam koniec ktoś bez zapowiedzi przesunie lekko dłonie po całych plecach, a Ty się tego zupełnie nie spodziewasz. Wychodzisz wtedy z barkami wyżej niż przy wejściu, a zdanie „coś ze mną nie tak” dostaje pieczątkę.
Rafał to wszystko przeczuwał. Dlatego w piątki dzwonił mu telefon. Zanim cokolwiek ustawimy — jedna liczba, która to „coś ze mną nie tak” rozbraja.
Niechęć do dotyku obcych ma swoją mapę
Wyobraź sobie sylwetkę człowieka, którą kolorujesz: tu może Cię dotknąć ktoś bliski, tu znajomy, tu obcy. Im słabiej znasz daną osobę, tym mniej koloru zostaje na kartce.
Tak wyglądało badanie Suvilehto i zespołu z 2015 roku. 1368 osób z pięciu krajów kolorowało takie sylwetki, a obszar, który wolno było dotknąć, malał razem z siłą więzi. Tramwaj w szczycie to ta sama mapa w wersji MPK: każdy pilnuje własnego łokcia i patrzy w szybę, jakby tam leciał film. Ja zresztą też. Masuję ludzi zawodowo, a w piekarni proszę o metr.
Twoja niechęć ma geografię, a nie charakter. Nic z Tobą nie jest nie tak.
Tylko że od tej wiedzy nic się samo nie zmieni. Rafał ją miał — i w piątek znowu stał na klatce schodowej.
Wiadomość o 23:40
Któregoś wieczoru, o 23:40, przyszła do mnie wiadomość: „W pracy co piątek jest masaż, a ja zawsze uciekam z telefonem. Nie lubię, jak ktoś mnie dotyka. Czy to w ogóle ma sens?”. Nie odpisałam cennikiem. Zapytałam: „Co konkretnie jest najgorsze?”.
Zatrzymaj się tu na chwilę i odpowiedz sobie. Najgorszy jest dotyk? To, że ktoś obcy? Czy to, że nie wiesz, co będzie za sekundę?
W czacie cisza. Dziesięć minut. Wyobrażałam sobie, jak Rafał trzyma kciuk nad „usuń”. Potem przyszło: „Że nie wiem, co za sekundę poczuję”.
Nie dotyk. Niespodzianka. I wtedy przypomniało mi się, że nie da się połaskotać samego siebie.
Spróbuj się połaskotać
Spróbuj teraz, z telefonem w drugiej ręce. Palce pod żebra, trochę ruchu. No i nic. Najwyżej pani obok w autobusie przesiada się o jedno miejsce dalej.
Sprawdzili to Blakemore, Wolpert i Frith w 1998 roku, w skanerze. Ten sam bodziec łaskotał mniej, kiedy badany wywoływał go sam, niż kiedy przychodził z zewnątrz. Część mózgu odpowiedzialna za czucie też reagowała mocniej na bodziec z zewnątrz. Mówiąc po mojemu: własny ruch mózg zna, zanim ten się wydarzy.
To badanie jest o własnej ręce, nie o masażu. Ale tłumaczy mi to, co widzę w gabinecie. Znasz dentystę, który mówi „teraz będzie zimne powietrze”? Borowanie to samo, a Ty trzymasz się fotela odrobinę luźniej.
Niespodzianka Rafała ma nazwę. Tylko że niespodzianka to jedno „nie”. Są jeszcze trzy.
Pierwsze „nie”: nie wiem, co będzie
U mnie na stole wygląda to tak. Mówię: „Teraz dłonie na łopatkach. Za chwilę zjadę w dół, wzdłuż kręgosłupa”. I często słyszę wtedy pierwszy prawdziwy wydech. Ucisk jest ten sam co sekundę wcześniej. Zmieniło się tylko to, że człowiek wie, co będzie.
Przy tym „nie” ustawiamy trzy rzeczy. Zapowiadam każdą zmianę miejsca, zanim ją zrobię. Trzymam stałą kolejność, bez skakania z karku na łydkę. I zostajemy przy jednej partii ciała, zamiast objeżdżać całe. Robisz to samo, kiedy mówisz dziecku przy zdejmowaniu plastra: „na trzy”.
Drugie „nie” jest dziwniejsze: delikatność bywa gorsza niż mocny nacisk.
Drugie „nie”: lekkie muśnięcie
Miałam klienta, który przez 25 minut leżał spokojnie przy pewnym, mocnym ucisku. Oddychał równo, barki ciężko opadły na stół. A potem, na koniec, przeszłam lekko dłońmi po jego plecach, tak jak kończę większość masaży — i cały się spiął, barki pod uszy.
Tu muszę być uczciwa, bo nauka mówi raczej co innego. W badaniu Löken i zespołu z 2009 roku lekkie głaskanie miękkim pędzelkiem, w spokojnym tempie, badani oceniali jako najprzyjemniejsze. Skóra ma do takiego dotyku osobne włókna nerwowe. Więc czemu Ciebie drażni?
Moja obserwacja, nie wynik badania: taki lekki dotyk znamy od swoich — od mamy, która przy gorączce gładzi nas po głowie. W gabinecie, od obcej osoby, bywa nie na miejscu. Piórko na nosie i dłoń na ramieniu: piórka nie da się zignorować.
Dlatego większość masaży kończę tak: lekko, jednym ruchem przesuwam dłonie po całych plecach. U Ciebie tego nie zrobię. Pewne, spokojne dłonie do ostatniej minuty.
Trzecie „nie” w ogóle nie dotyczy dłoni.
Trzecie „nie”: ktoś obcy tuż obok
Czasem przeszkadza sam fakt, że obca osoba stoi tuż obok, a Ty leżysz. Na to nie ma jednej odpowiedzi — jest menu zamiast zestawu dnia. Wybierasz partię, nacisk, pozycję i to, czy rozmawiamy. Jeśli chcesz zostać w koszulce albo mieć plecy pod ręcznikiem, napisz o tym przy zapisie — ustalimy, co da się zrobić.
I jeszcze jedno: nie musisz ze mną gadać. Są ludzie, którzy przez pół godziny mówią mi tylko „dzień dobry” i „dziękuję”, i to jest bardzo udane pół godziny. Cisza to też zamówienie. Nie foch.
Czwarte „nie”: tu nie jestem właściwą osobą
Trzy „nie” za nami i przy każdym mogę coś ustawić. Przy czwartym powiem Ci wprost: nie umawiaj się do mnie.
Kiedyś w rozmowie przed wizytą pewna pani powiedziała mi, że przy dotyku „znika”. Że potem długo nie może dojść do siebie, czasem cały dzień. Mówiła spokojnie, jakby o pogodzie, i właśnie to mnie zatrzymało.
Nie umówiłam jej. Powiedziałam, że najpierw warto porozmawiać z psychologiem albo psychoterapeutą, a masaż może poczekać. Albo wcale nie być potrzebny. Nie jestem od tego, żeby zgadywać, skąd się bierze takie „znikanie”, i nie będę udawać, że godzina na stole coś tu załatwi.
To było krótkie „nie” z mojej strony i jedno z ważniejszych, jakie powiedziałam w tym zawodzie.
A Rafał? Rafał miał to pierwsze „nie”. I napisał mi, czego chce.
Masaż, gdy nie lubisz dotyku: Twoje warunki
Jego lista zmieściła się w jednej wiadomości: plecy, trzydzieści minut, mów, zanim przesuniesz rękę, i bez głaskania na koniec. Tyle. Nie musiał się przełamywać ani wytrzymywać godziny. Sprawdzał jedną krótką wersję na własnych warunkach.
Na taki pierwszy krok dobrze pasuje masaż pleców: 30 minut, . Jeśli się sprawdzi, masaż relaksacyjny zaczyna się od 130 zł. A najbardziej przydatne zdanie przed wizytą to po prostu „nie lubię dotyku”. Słyszę je częściej, niż myślisz.
Jest też druga droga, równie dobra: nie iść. „Nie” to pełnoprawna odpowiedź, a umówiony termin możesz odwołać — wystarczy do mnie napisać.
Rafał przyszedł — nie do biurowej kolejki, tylko do mnie. Wieczorem przyszła od niego krótka wiadomość. Nie o plecach i nie o masażu.
„Myślałem, że jestem zepsuty”.
Zwróć uwagę na czas: przeszły.
W piątek kolega z kolejki zapytał: „Znowu Singapur?”. „Byłem na masażu. Przewidywalnie” — odpowiedział Rafał. Kolega do dziś nie wie, czy to był komplement. Był. A piątek jest znowu zwykłym piątkiem.
Nie da się połaskotać samego siebie, bo wiesz, co zaraz poczujesz. Swoich dłoni na Twoje nie zamienię. Ale mogę Ci powiedzieć, gdzie będą za sekundę. Często to wystarcza. A jeśli nie — to też jest odpowiedź.
Nie lubię dotyku — cztery różne „nie” i co z każdym zrobić
| Co czujesz | Co zwykle przeszkadza naprawdę | Co można ustawić w masażu | Kiedy to sprawa dla psychologa |
|---|---|---|---|
| „Nie wiem, co za sekundę poczuję” | Nieprzewidywalność, nie sam dotyk | Zapowiedź przed każdą zmianą miejsca, stała kolejność, jedna partia ciała | Gdy niechęć rośnie i zaczyna ograniczać codzienne życie |
| „Lekkie muśnięcie drażni bardziej niż mocny ucisk” | Lekkość dotyku, którą zna się od swoich, nie z gabinetu | Pewne, spokojne dłonie, umiarkowany nacisk, bez głaskania na koniec | Gdy drażni każdy dotyk, także od najbliższych |
| „Przeszkadza mi, że ktoś obcy jest tuż obok” | Obecność obcej osoby, nie dłonie | Koszulka albo ręcznik, wybór partii i pozycji, cisza albo rozmowa — do ustalenia przy zapisie | Gdy przez to unikasz lekarza albo bliskich |
| „Znikam”, zamieram, wraca panika albo obrazy z przeszłości | To nie jest sprawa ustawień masażu | Nic — masaż może poczekać | Od razu: psycholog lub psychoterapeuta |
Tabela: nie lubię dotyku — cztery różne „nie” i co z każdym zrobić. Obserwacje masażystki z rozmów przed zabiegiem, nie narzędzie diagnostyczne. Źródło: Patrycja Zenft, masażystka, uwolniecie.pl, wrzesień 2026.
Kiedy to nie jest sprawa dla masażystki
Jeśli na myśl o dotyku pojawia się panika, zamrożenie, poczucie „znikania” albo powracające obrazy z przeszłości — albo jeśli niechęć rośnie i zaczyna Ci utrudniać życie z bliskimi czy wizyty u lekarza — porozmawiaj z psychologiem lub psychoterapeutą. Nie ze mną. Masaż może poczekać, a może w ogóle nie być Ci potrzebny. Jeśli jest Ci teraz bardzo ciężko: Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123 (bezpłatny) albo czat na 116sos.pl. W nagłym zagrożeniu dzwoń pod 112.
Moja propozycja
Zacznij od masażu pleców: 30 minut, . Przy zapisie napisz „nie lubię dotyku” i dodaj, które z czterech „nie” jest Twoje — resztę ustalimy, zanim w ogóle zacznę masaż.
Gotowe zdania o nacisku i miejscach znajdziesz w tekście o tym, jak mówić masażystce, czego nie chcesz. Jeśli krótka wersja się sprawdzi, kolejnym krokiem jest masaż relaksacyjny od 130 zł. Wszystkie warianty czasu są w cenniku.
Ten tekst nie diagnozuje i nie zastępuje porady psychologa, psychoterapeuty ani lekarza. Jestem masażystką, nie psycholożką ani fizjoterapeutką. Masaż nie leczy niechęci do dotyku.






